- Myślę, że żeby być uczciwym wobec wyborców, trzeba będzie się określić już na początku przyszłego roku i wyłożyć karty na stół - mówi Włodzimierz Jędrzejak starosta ostrowski w rozmowie z redaktorem naczelnym "Kuriera Ostrowskiego" Krzysztofem Maciejewskim.
Panie starosto, to jaki był tej 2009 rok? Na spotkaniu z dziennikarzami mówił pan, że trudny.
- Żaden samorządowy rok nie jest łatwy. Zawsze trzeba bowiem podejmować trudne wybory. Zawsze trzeba decydować o priorytetach i o kolejności realizowanych celów. A to - wiadomo - będzie wywoływać emocje i pytania, dlaczego realizujemy takie zadania, a inne odkładamy na termin późniejszy.
Ten rok był jednak trudniejszy, ponieważ zaczęliśmy odczuwać na własnej skórze skutki światowego kryzysu. Samorząd jest na tego typu zmiany bardzo czuły, ponieważ środki budżetowe samorządów w znacznej mierze zależą od sytuacji w gospodarce. Jeśli gospodarka ma kłopoty, jeżeli przedsiębiorcy i obywatele osiągają niższe zarobki, to i u nas zaczyna się źle dziać, bo do kasy powiatu wpływają mniejsze środki. A wiadomo - każda zaplanowana złotówka, która do nas nie dociera, jest określonym problemem, bo wiąże się z koniecznością nieustannego przeglądania wszelkich wydatków budżetowych.
Czy na tym kontrolowaniu wydatków się skończyło, czy ze względu na mniejsze dochody powiat zmuszony był do rezygnacji z niektórych wcześniej zaplanowanych inwestycji?
- Na szczęście wystarczyło „zaciśnięcie pasa” i okrojenie wydatków do minimum. Nie musieliśmy rezygnować z żadnej wcześniej przewidywanej inwestycji, a zaznaczyć trzeba, że plan na 2009 rok mieliśmy przecież ambitny.
Założenia na 2010 będą mniej ambitne?
- Przyszłoroczny budżet będzie wyjątkowo trudny. Żeby zrealizować założone przez nas cele postanowiliśmy zaciągnąć kredyt, a zawsze gdy zaciąga się kredyt, czuje się pewien dyskomfort. Sytuacja z budżetem samorządu w tym przypadku niczym nie różni się od sytuacji budżetu domowego: zawsze w takiej sytuacji trzeba pamiętać o tym, by obciążenia kredytowe nie zakłócały normalnego życia, by spłata kredytu była realna i nie nadwyrężała budżetu zanadto. W przypadku samorządu ze względu na różne uregulowania prawne nie ma może takiego niebezpieczeństwa, że kredyt nie zostanie spłacony, ale wiadomo, że jego obsługa w kolejnych latach zawsze w pewien sposób ogranicza możliwości inwestycyjne samorządu.
Konstruując budżet na rok 2010 uwzględniliśmy przede wszystkim wydatki umożliwiające kontynuację i zakończenie inwestycji rozpoczętych w latach ubiegłych. Realizować będziemy jednak i nowe zadania czy to drogowe, czy oświatowe. Na przykład przeprowadzimy termomodernizację Zespołu Szkół Technicznych i Zespołu Szkół Transportowo-Elektrycznych, na które to zadania pozyskaliśmy środki zewnętrzne.
Innym takim zadaniem jest droga Ostrów-Raszków-Koryta, do którego przymierzamy się od wielu lat. Długo trwało, zanim to zadanie zostało w Urzędzie Marszałkowskim definitywnie zamknięte i przygotowane do realizacji. Ta inwestycja kosztować będzie około 14 milionów złotych, z czego połowę - 7 milionów - musieliśmy zabezpieczyć w budżecie.
Do tego droga Tarchały-Janków Przygodzki-Przygodzice, która realizowana będzie w ramach tak zwanych „schetynkówek”. Trudno byłoby sobie wyobrazić, że zrezygnowalibyśmy z tego zadania, że powiedzielibyśmy: „nie chcemy tej drogi”. Zaległości drogowe w Polsce są tak duże, że trzeba wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję, by je nadrabiać. Ale niestety, to wiąże się z kolejnymi przeznaczonymi na ten cel w budżecie powiatu środkami.
Wspomniał pan o termomodernizacji, a ja pamiętam, że rok temu rozmawiając o tym temacie mówił pan o zablokowanych środkach unijnych.
- Rzeczywiście, rok temu tak było, ale sytuacja się zmieniła i środki unijne płyną w dół. Sądzę, że lata 2010-2013 będą dla samorządów okresem „dziwnym”, a to dlatego, że jeśli w latach 2007-2009 fundusze unijne spływały bardzo ciężko, tak teraz ruszy prawdziwa lawina z unijnej kasy. Sądzę, że samorządy mogą mieć kłopoty z wykorzystaniem wszystkich możliwych źródeł finansowania. Wiadomo przecież, że aby uzyskać dofinansowanie, samorząd będzie musiał zaplanować w swoim budżecie wkład własny. I tu przewiduję, że wiele samorządów może mieć kłopoty z wykorzystaniem wszystkich środków właśnie z powodu braku możliwości zabezpieczenia własnego wkładu.
Dla nas w Wielkopolsce w przypadku inwestycji drogowych ten problem będzie jeszcze większy, niż w wielu innych rejonach kraju, ponieważ w naszym województwie przyjęto zasadę finansowania 50 na 50. Połowę kosztów inwestycji ponosi samorząd lokalny, połowę stanowią środki unijne. Nie wszędzie tak jest. W innych województwach przyjęto zasadę 25-75, czyli od lokalnego samorządu oczekuje się zabezpieczenia środków na jedną czwartą inwestycji. To duża różnica biorąc pod uwagą koszt zadań drogowych.
To trochę przykre tym bardziej, że gorsze zasady finansowania 50-50 obowiązywać będą decyzją radnych Sejmiku Wojewódzkiego jedynie w samorządach powiatowych i gminnych. W przypadku dróg wojewódzkich funkcjonować będzie zasada 25-75. Moim zdaniem jest to dyskryminacja samorządów niższego szczebla, bo niby czym my się różnimy od samorządu wojewódzkiego?
Reasumując. Podejrzewam, że w latach najbliższych o środki zewnętrzne na zadania samorządowe będzie znacznie łatwiej, ale trudniej będzie je spożytkować.
Jednym z zadań, które już zostały „zaklepane”, jest modernizacja lądowiska śmigłowców przy ostrowskim szpitalu.
- Modernizacja przyszpitalnego lądowiska to część projektu związanego z doposażeniem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego powiatowego szpitala w Ostrowie. Lądowisko przy szpitalu jest, ono funkcjonuje. Problem pojawia się wówczas, gdy śmigłowiec musiałby wylądować w nocy. Do tego nasze lądowisko nie jest przygotowane. Stąd też pomysł, by w ramach prowadzonych od kilku lat prac związanych najpierw z tworzeniem, a później z dosprzętowieniem SOR, zająć się także sprawą lądowiska.
Projekt nasz zyskał uznanie - otrzymaliśmy na jego realizację dofinansowanie i na początku nowego roku ogłaszać będziemy przetarg na jego realizację. Projekt obejmuje także zakup kolejnego specjalistycznego sprzętu medycznego oraz remont socjalnej części tego oddziału.
Przygotowanie lądowiska w naszym szpitalu otwiera przed nami nową szansę. Ponieważ przewidywany jest zakup na potrzeby ratownictwa medycznego w kraju 26 śmigłowców, jest szansa, że Ostrów stałby się bazą dla jednego z nich. Po pierwsze: wyremontowane lądowisko. Po drugie: lotnisko w Michałkowie, które mogłoby stać się bazą dla śmigłowca. Po trzecie: całkowicie wyremontowany i doposażony oddział ratunkowy. I wreszcie po czwarte: przeszkolona kadra. Proszę bowiem pamiętać, że ordynator SOR jest przecież ratownikiem lotniczym. To wszystko powoduje, że moglibyśmy stać się bazą pogotowia lotniczego dla południowej Wielkopolski.
Informację o tym przekazaliśmy panu wojewodzie, by miał świadomość, że taki ośrodek o określonych możliwościach istnieje, by w chwili, gdy zapadać będą ostateczne decyzje, nikt nie przegapił ostrowskiego szpitala.
To skoro jesteśmy na terenie szpitala: doczekamy się nowego budynku przychodni, czy nie?
- Temat przychodni należy do tych, które traktuję w kategorii porażki. Chociaż może nie powinienem nazywać tego jeszcze porażką, bo cały czas walka trwa i cały czas czynimy starania, żeby sprawę zamknąć. W 2009 roku wykonaliśmy ogrom pracy, by sprawę posunąć do przodu. Jaki będzie tego efekt, zobaczymy w najbliższym czasie. To, że nie udało się tematu zamknąć w roku bieżącym to tylko dowód, że kryzys odczuwalnie dotknął budżetu państwa. Kadencja nasza jeszcze trwa, więc tematu nie odkładamy na półkę i mam nadzieję, że uda się go doprowadzić do końca.
Dzisiaj już możemy powiedzieć, że budynek wykorzystany będzie inaczej, niż pierwotnie zakładano. Dzisiaj bowiem nie ma potrzeby, by na przychodnie specjalistyczne przeznaczać aż tak duży obiekt. Przede wszystkim dlatego, że część przychodni ulokowała się poza szpitalem, w innych obiektach. Te, które pozostały, zajmą część nowego budynku. Zaszła więc potrzeba zagospodarowania pozostałej powierzchni.
Nie ukrywam, że mamy pewien pomysł, który pozwoliłby rozszerzyć naszą ofertę zdrowotną, ale o tym, panie redaktorze, nie chcę jeszcze dzisiaj mówić.
Ostatnio szeroko dyskutuje się na temat podanej przez pana publicznie kwoty 100 milionów złotych pozyskanych niejako przez Powiat Ostrowski.
- Niejako? Po prostu pozyskanych przez Powiat Ostrowski. Rzeczywiście zrobił się wokół tego szum, temat pojawił się nawet w jednej z interpelacji radnych. W związku z tym jeszcze przed zakończeniem roku przedstawię państwu na specjalnej konferencji prasowej zestawienie wszystkich środków zewnętrznych, jaki udało pozyskać się powiatowi od momentu, gdy objąłem funkcję starosty.
Nie będę w związku z tym rozwodził się na ten temat. Powiem tylko krótko. Pozyskane w ciągu kilku lat 100 milionów złotych to tak naprawdę prawie równowartość rocznego budżetu powiatu! Wydaje mi się, że to bardzo dobry wynik, który jest wymiernym efektem zaangażowania mojego i moich pracowników. Na ten wynik składają się zarówno środki unijne, krajowe, jak i różnego rodzaju fundusze i darowizny, które umożliwiły nam realizację wielu dodatkowych zadań. Tym bardziej, że przecież w normalnym budżecie powiatu 50 procent to pieniądze przeznaczone nie na inwestycje, a na oświatę.
Wątpliwości dotyczące podanej przez pana sumy to przede wszystkim metoda jej wyliczenia. Czy owe 100 milionów to pieniądze, które dodatkowo wpłynęły do budżetu powiatu, czy na przykład dofinansowanie i kredyty, które trzeba będzie częściowo zwrócić.
- Tak jak powiedziałem, o szczegółach na specjalnej konferencji. Dziś jednak powtórzę: nie mówimy o żadnych kredytach, czy pożyczkach. Mówimy jedynie o pieniądzach, które dodatkowo wpłynęły do budżetu powiatu - nie liczymy wkładu własnego, bo to przecież nie miałoby sensu.
Czy pozyskując takie środki nie można było znaleźć dodatkowych źródeł, które pozwoliłyby na remont dawnej biblioteki przy ulicy Wolności 2 i adaptację budynku na cele Młodzieżowego Domu Kultury? Chodzi mi oczywiście o propozycję miasta, które gotowe było przekazać budynek samorządowi powiatowemu za symboliczną złotówkę.
- Powtórzę to, co już mówiłem w tej sprawie do jednej z lokalnych gazet.
6 listopada Miasto Ostrów zaproponowało nam przejecie budynku przy ulicy Wolności z propozycją utworzenia tam kompleksu kulturalnego. Jest to propozycja z pewnością ciekawa, obciążona jednak jedną poważną wadą – kosztami jakie samorząd powiatowy musiałby ponieść na gruntowną modernizację tego obiektu. Proszę nas dobrze zrozumieć i nie doszukiwać się w naszych działaniach jakiegokolwiek politycznego sporu, czy niechęci do współpracy z Miastem. Ale fakty są następujące. Mamy już zaprojektowany budżet na rok przyszły. Mamy rozpoczętych wiele zadań i projektów inwestycyjnych. Mamy w końcu ogromny problem z wypłatą pieniędzy z tytułu Karty Pojazdu, co obciąża nasz budżet wielomilionowymi kwotami. Tymczasem Miasto nie mogąc sobie poradzić z modernizacją obiektu przy ulicy Wolności chce nas „obdarzyć” tym kosztownym prezentem.
Proszę uwierzyć, że my też mamy wiele trudnych inwestycji – jak chociażby powiatowe drogi, które wymagają ciągłej modernizacji, czy też przychodnia specjalistyczna, o której wspominałem wcześniej. I nie proponujemy przejęcia tych trudnych tematów gminom, tylko dlatego, że w naszym budżecie nie ma wystarczających pieniędzy na ich realizacje. Staramy się natomiast walczyć o pieniądze na powiatowe inwestycje.
Podsumowując. Każdy samorząd ma swój określony budżet i plan realizacji inwestycji. W naszym przyszłorocznym budżecie nie ma wolnych (co najmniej) 5 milionów złotych na modernizację miejskiego obiektu przy ulicy Wolności. Tym niemniej przedstawimy propozycję prezydenta Torzyńskiego na sesji Rady Powiatu. Niech w tej sprawie wypowiedzą się również radni. I chcę wyraźnie podkreślić, że absolutnie nie lekceważymy dobra dzieci – staramy się polepszać ich warunki do pracy i nauki. Dowodem na to jest systematyczna poprawa infrastruktury szkolnej i sportowej oraz oddanie do użytku nowoczesnej i pięknej szkoły muzycznej, która kosztowała nas 3.765 tyś.
Myślimy również o MDK, ale nie wszystko można zrobić od razu, i nie na wszystko od razu znajdą się fundusze. Bez pieniędzy żaden samorząd nie udźwignie takiej inwestycji, czego najlepszym dowodem jest Miasto, które z powodu braku tychże, chce się pozbyć uciążliwego kłopotu. W MDK rzeczywiście dzisiaj warunki są niedostateczne, rzeczywiście brakuje powierzchni, ale na Wolności brakuje z pewnością pomieszczeń! Nie mielibyśmy gdzie ulokować wszystkich działających w MDK sekcji.
Osobnym tematem jest fakt, że w istniejący już budynek MDK zainwestowaliśmy pół miliona złotych: wymieniliśmy dach, instalacje. Nie jest prawdą, że gdybyśmy zdecydowali się na sprzedaż tego budynku, to odzyskalibyśmy poniesione nakłady. A nawet gdybyśmy zdecydowali się sprzedać budynek i uzyskane pieniądze przeznaczyć na remont starej biblioteki, to proszę mi powiedzieć, gdzie przez czas remontu miałyby się podziać wszystkie działające w MDK sekcje? Bądźmy realistami! A może podłoże propozycji miasta jest inne? Może miastu brakuje pieniędzy nie na remont starej biblioteki, a na dokończenie remontu Ostrowskiego Centrum Kultury? Jak pan widzi, szukać drugiego dna można na wiele sposobów, więc dajmy sobie z tym spokój. Jeśli chodzi o Młodzieżowy Dom Kultury to mogę powiedzieć, że chcielibyśmy w przyszłym roku ogłosić konkurs na projekt rozbudowy obiektu.
Przeglądałem przed dzisiejszą rozmową okładki gazet z całego roku. Lato 2009 przebiegło pod znakiem sportowego sporu na linii starosta-prezydent miasta. Spór już zażegnany? Mamy temat zamknięty?
- Temat poniekąd zamknął się sam, ponieważ nie ma już tych drużyn, których dotyczył. I mówię to wcale nie dlatego, że cieszę się ze zniknięcia ekstraligowej koszykówi czy pierwszoligowego żużla. Zniknięcie tych drużyn pokazało nam, że naszego regionu nie stać finansowo na utrzymanie takich drużyn. Ekstraliga rządzi się swoimi prawami. Światowi zawodnicy, ale i światowe stawki.
Nie oznacza to oczywiście, że Ostrów jest, czy ma być sportową pustynią. Proszę zobaczyć, jakie dyscypliny dotknął kryzys. Tam, gdzie trzon drużyny stanowią ostrowianie i mieszkańcy powiatu, drużyny sobie radzą w swoich klasach rozgrywek. Choćby koszykówka kobiet, czy piłka ręczna mężczyzn.
Wracając do pytania: spór o to, ile dał, a ile powinien dać który samorząd jest pozbawiony sensu. Ani jeden, ani drugi nie ma bowiem takich możliwości, by zabezpieczyć na sport środki w wysokości budżetu ekstraligowego klubu. Nie ma takich szans.
Dzisiaj nawet poważne koncerny wycofują się z finansowania sportu. Chyba nikt więc nie oczekuje, że starostwo ostrowskie czy ostrowski urząd miasta utrzymywać będą jakiś klub, skoro nawet władzom Wrocławia i wielkiemu przecież jak na nasze warunki zapleczu przedsiębiorców działających na tamtym terenie nie udało się uratować Śląska Wrocław.
To jeśli nie sam Ostrów, to może wspólnie z Kaliszem? Jaka według pana jest przyszłość aglomeracji? Ścisłej współpracy do tego stopnia jak chcieli kilka miesięcy temu niektórzy, by powstał wspólny kalisko-ostrowski klub sportowy, czy raczej luźnej współpracy, której zwolenniczką jest burmistrz Nowych Skalmierzyc Bożena Budzik?
- Szczerze powiem, że znacznie bliżej jest mi do koncepcji pani burmistrz. Jako urzędnicy administracyjnie żadnej aglomeracji nie stworzymy. Każdy samorząd na tym terenie ma bowiem swoje problemy, swoje zadania do zrealizowania i one będą dla niego priorytetem.
Dla naszego regionu najważniejsze moim zdaniem są dwa tematy: kolej dużych prędkości i czteropasmowa, dwujezdniowa droga łącząca Kalisz z Ostrowem. To są główne tematy, w których zainteresowane samorządy powinny się wspierać i o realizację których powinny zabiegać. Jeżeli te dwa tematy zostałyby zrealizowane, to nikt nie będzie musiał na siłę nikogo przekonywać o istnieniu aglomeracji kalisko-ostrowskiej, bo ona wówczas sama powstanie! Jestem przekonany, że wolne przestrzenie między Kaliszem i Ostrowem zabudują się wówczas same! Nikogo na kolanach nie będziemy musieli prosić, by przyszedł i tu zechciał zlokalizować swoją inwestycję. Bo jeżeli przejazd z Ostrowa do Kalisza trwać będzie 10 minut, to wówczas rzeczywiście będziemy jednym organizmem.
Pewnie najbardziej skorzystają na tym Nowe Skalmierzyce, ale z pewnością i Ostrów, i Kalisz rozwijać się będą swoim tempem.
Czy te tematy są rzeczywiście priorytetem dla wszystkich samorządów, które podpisały porozumienie aglomeracyjne? Nie jestem przekonany.
To jak widzi pan rolę Rady Stałej Aglomeracji?
- Wydaje mi się, że właśnie dbałość o te priorytetowe tematy powinna leżeć w kręgu zainteresowań Rady. Lobbowanie na rzecz ich realizacji, spotykanie się z odpowiedzialnymi za poszczególne tematy osobami, przekonywanie ich do naszych racji. To jest zadanie Rady. I to nie tylko w skali ogólnopolskiej, ale także wojewódzkiej, by Poznań w końcu zrozumiał, że Wielkopolska nie kończy się na Jarocinie.
Na zakończenie: sukces 2009 i porażka 2009.
- Sukcesem na pewno jest otwarcie pierwszego odcinka obwodnicy Ostrowa. Mimo, że jak wszędzie podkreślam, nie jest to zadanie, które realizował powiat ostrowski, walnie się do tego przyczyniliśmy. I tak jak do tej pory różni ludzie mogli mówić, że przypisujemy sobie zasługi, które nie są nasze, tak teraz nikt chyba nie będzie tego kwestionował. Bo to nie my, lecz inwestorzy, wykonawcy, przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad podkreślali, że inwestycja mogła być zrealizowana w tak ekspresowym tempie tylko dlatego, że wzorcowo wręcz została przygotowana. Nasza praca przyspieszyła tę budowę o trzy-cztery lata. Standardowo na przygotowanie inwestycji planuje się siedem lat. Tu zajęło to właśnie trzy-cztery lata mniej.
Słowa wykonawcy, który mówił, że tak przygotowanej inwestycji nigdy nie miał i że chętnie podejmie się realizacji budowy II etapu to chyba obiektywny dowód.
I jeszcze oczywiście szpital. Ostrów przy okazji jednego z konkursów w szpitalu odwiedził Konsultant Wojewódzki ds. Położnictwa i Noworodków, który powiedział, że takiego oddziału w Polsce jeszcze nie widział. To są słowa człowieka, który z racji swoich kompetencji bywa w wielu szpitalach w całym kraju. To jest chyba powód do zadowolenia.
A porażka?
- Cały czas leży mi na sercu sprawa budynku przychodni przyszpitalnych, ale jak mówiłem, nie powiedziałem w tej sprawie jeszcze ostatniego słowa. Dla mnie to ciągle jest zadanie, którego do tego momentu nie udało mi się zrealizować, ale nie poddaję się.
Rok temu naszą rozmowę kończyłem pytaniem o przyszłość: parlamentarzysta Jędrzejak - starosta Jędrzejak czy może prezydent Ostrowa Włodzimierz Jędrzejak.
- Parlamentarzysta Włodzimierz Jędrzejak to na pewno nie. Co do tego nie ma wątpliwości.
Starosta Jędrzejak? To oczywiście dzień dzisiejszy. Przed starostą Jędrzejakiem jeszcze cały rok pracy. Mam określone plany, mamy wyznaczone bardzo ambitne zadania i póki co na ich realizacji się koncentruję. Nie zamierzam w związku z kończącą się kadencją stosować w nadchodzącym roku taryfy ulgowej.
Oczywiście 2010 rok to rok wyborów samorządowych i jeśli pan pyta o mój start w walce o fotel prezydenta miasta, to temat jest otwarty. Powiem może tak. Czuję się spełniony jeśli chodzi o powiat ostrowski. Mam na myśli to, że mogę z podniesioną głową chodzić po powiecie, mogę każdemu spojrzeć w oczy i nikt mi nie powie, że przesiedziałem ostatnie lata w fotelu.
Jeśli chodzi o miasto, to nie ukrywam, że jestem krytycznie nastawiony do efektów pracy samorządu miejskiego. Uważam, że władze Ostrowa mogły zrobić dużo więcej, znacznie więcej niż powiat choćby z racji większych środków, jakimi dysponują. Dlatego też patrzę na to jak na wyzwanie, bo jestem przekonany, że można w Ostrowie rządzić lepiej.
Do podjęcia decyzji na „tak” przekonują mnie także mieszkańcy Ostrowa, z którymi spotykam się podczas różnych uroczystości i roboczych spotkań. I muszę brać pod uwagę ich oczekiwania w tej kwestii.
Kiedy ostateczna decyzja?
- Myślę, że żeby być uczciwym wobec wyborców, trzeba będzie się określić już na początku przyszłego roku i wyłożyć karty na stół. Bo nie ukrywam, że moim marzeniem jest, żeby moje ukochane miasto funkcjonowało tak, jak dzisiaj funkcjonuje ostrowski powiat.
|