- Tekst Wojciecha Gawłowskiego pozwoliłem sobie podzielić na pięć obrazów - mówi kompozytor Andrzej Henryk Bączyk. - Cztery z nich oprawione są sekwencjami wokalno-instrumentalnymi. Jeden z obrazów jest natomiast obrazem czysto instrumentalnym.
Tytuły obrazów, z wyjątkiem czwartej, instrumentalnej części, zaczerpnięte zostały wprost z tekstu Gawłowskiego: „Z lekkich wzniesień”, „Drogo życia, linio losu kręta”, „Co odchodzą…”, „Interludium” i „Drogi życia daj mądre wypatrzeć”
- Pierwszy obraz ma charakter melorecytacji, stanowi pewną ekspozycję wątku, który rozwijam w innych obrazach - mówi kompozytor. - Począwszy od wątku trzeciego do ostatniego dzieje się to z udziałem chóru. Starałem się przede wszystkim podążać za tekstem, który był dla mnie inspiracją.
- „Miasto jak na dłoni” to tekst w zamierzeniu i w założeniu okolicznościowy - mówi ostrowski poeta, Wojciech Gawłowski. - Jest to tekst dość uniwersalny w tym sensie, że jest pochwałą życia w jednym miejscu, czyli w naszym mieście. „Miasto jak na dłoni” ma charakter poetycki: nie jest on ani dosłowny, ani historyczny. Mówi o przeszłości oraz o pewnej przyszłości. Dla mnie słuchanie własnego tekstu w wykonaniu innych artystów to bardzo satysfakcjonujące wydarzenie oraz niezwykle twórcza przygoda.
Kantatę Andrzeja Bączyka po raz pierwszy wykonali muzycy Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Kaliskiej pod dyrekcją Adama Klocka z towarzyszeniem Chóru Nauczycielskiego im. S. Wiechowicza i Chóru Męski „Echo”. Alt: Joanna Dobrakowska. Recytacje: Jacek Jackowicz.
KANTATA NA 600-LECIE MIASTA
OSTROWA WIELKOPOLSKIEGO
-
Z lekkich wzniesień miasto jak na dłoni
Obwiedzione konturami lasów
Niby linie papilarne – drogi
Wytyczone od pradawnych czasów
Tu na chwilę przystanął horyzont
Długą drogą strudzony podróżny
Ostrów miasta wieńczy pradolinę
Z biegiem czasu bardziej gwarny, ludny
Z której strony świata szlak prowadzi
Miasto – dłoń przyjaźnie wyciągnięta
Szczerość serca, wiara ku obronie
Nigdy mury! Tak głosi legenda
Drogę życia, krętą linię losu
Dłoń i miasto w swoim wnętrzu skrywa
Wszystko pierwsze do chwili ostatniej
Wierna pamięć ku sercu przyzywa
Brzask pobiela mury kamieniczek
A od wschodu niebo się czerwieni
Świergot ptaków wśród drzew przyulicznych
Dzwony jutrzni, orlęta przestrzeni
Przez dni jasne szare i ponure
Życie wartkie, skrzętne, zgiełku pełne
Raz przycicha to znowu się budzi
Dni obłoków, noce nieba gwiezdne
Przepływają, wschodzą i zachodzą
Słońca, gwiazdy i w kwadrach księżyce
Pokoleniom, rodom i rodzinom
Mrok i światło patrzą w okiennice
Póki życia, póki światła w oczach
Oddech mgiełką zwierciadło zasnuwa
W jego głębiach cicho drzemie przyszłość
I zatraca się miniona chwila
Drogo życia, linio losu kręta
Tu przecinasz się z miastem na dłoni
Z lekkich wzniesień i uniesień serca
Powiew wiatru studzi puls na skroni
Tych co żyli tu od wczesnych wieków
Oglądało niebo rozgwieżdżone
Choć kroniki milczą, szepce ziemia
Kurhan kryje ciała spopielone
Tym z kościoła, zboru, synagogi
Co chwalili Pana w trzech językach
Jego trakty, gościńce i drogi
Każda ścieżka stroma jak modlitwa
Co odchodzą i gasną jak świece
Co odchodzą i patrzą przez ramię
Co odchodzą tu na naszych oczach
Niech ocala światłoczuła pamięć
Co przychodzą z pierwszym krzykiem, płaczem
Co wzrastają tu w naszych ramionach
Drogi życia daj mądre wypatrzeć
Dla tych Panie, którzy przyjdą po nas
|
|